Alchemia słowa

with Brak komentarzy

Jan Parandowski kojarzy się przede wszystkim ze starożytnością, z przybliżeniem polskim czytelnikom kultury oraz mitów starożytnych Greków i Rzymian. Jednak dziełem życia pisarza była, pisana przez ponad dwadzieścia pięć lat, Alchemia słowa.

Alchemia słowa to esej poświęcony tajnikom pracy pisarza. Parandowski w swej pracy zagląda do gabinetów wielkich pisarzy, bada ich relacje z żonami, ich życie towarzyskie i wszystko inne, co mogło mieć wpływ na ich twórczość. Robi to z fascynacją wielbiciela literatury pragnącego zbliżyć się do geniuszu największych literackiego świata — od starożytności do współczesności, od Homera do Tuwima.

Esej swój Parandowski początkowo napisał jako odczyt na zebraniu literatów. Odczyt ten wywołał jednak niedosyt zarówno u pisarza, jak i u odbiorców, był więc stopniowo, przez kolejnych dwadzieścia pięć lat uzupełniany, poprawiany i przerabiany nim uzyskał ostateczny kształt. Co niekoniecznie wyszło książce na dobre. O ile początkowo książka fascynuje wyszukanym językiem, erudycją autora i ilością szczegółów z życia i warsztatu pisarzy, to z czasem to, co z początku fascynowało, zaczyna przytłaczać. Zwłaszcza że z lektury wysnuć można wniosek, że prawie całą godną uwagi literaturę stworzyli biali mężczyźni. Tylko wyjątkowo w Alchemii słowa pojawiają się nazwiska kobiet. Oczywiście również wyłącznie białych.

Jeden z autorów posłowia do omawianego wydania, pisarz i tłumacz Jacek Dehnel, pisząc o swoim odbiorze dzieła Parandowskiego, przytacza anegdotę, której bohaterem jest Cézanne, który zapytany przez właściciela hotelu, czy dobrze spał, bo łóżko nieco niewygodne było, odparł: „Nic nie szkodzi, co jakiś czas wstawałem, żeby odpocząć”. Sama trafniej nie potrafiłabym oddać swoich odczuć w trakcie lektury Alchemii słowa — nie raz zdarzało mi się robić przerwy, żeby odpocząć. Tylko w przeciwieństwie do Dehnela, ja książki Parandowskiego nie czytałam, bo komukolwiek to obiecałam; czytałam, bo uznałam, że warto, że w dobie przybliżania wszystkiego, nawet najbardziej ulotnych rzeczy, językiem zrozumiałym dla wszystkich miło jest czasem, dla odmiany, poczytać coś pisanego dla wybranych, dla tych, co zrozumieją cytat w języku obcym, podany w oryginale, dla tych, co czują duchowe powinowactwo z Balzakiem, Flaubertem czy Wildem. Nie oznacza to, że każdy cytat doskonale rozumiałam bez pomocy tłumacza google, czy że w pełni podzielam literackie fascynacje autora Dysku olimpijskiego. Po prostu lubię czytać i słuchać, jak ktoś z pasją opowiada o swoich fascynacjach. Nawet jeśli ich nie podzielam. Tym chętniej czytam, jeśli pisze o czymś, co również mnie fascynuje.

Jan Parandowski, Alchemia słowa
Dowody na istnienie, Warszawa 2020

Zostaw Komentarz