Tai-pan

with Brak komentarzy

Tai-pan, to druga powieść Jamesa Clavella wchodząca w skład Sagi Azjatyckiej. Powiedzieć, że opowiada ona o rywalizacji dwóch żeglarzy i przedsiębiorców: Dirka Struana i Tylera Brocka o władzę nad brytyjską kolonią w Hongkongu, to powiedzieć mało. Tai-pan to przede wszystkim opowieść o fascynacji Europejczyka Chinami. Owszem, intrygi przedsiębiorców, mające na celu pognębić przeciwnika i umocnić swoją pozycję w Hongkongu; intrygi rządów państw zainteresowanych zdobyciem wpływów w Chinach; intrygi samych Chińczyków, mające sprawić, żeby Państwo Środka zyskało jak najwięcej na handlu z Zachodem czy intrygi kobiet knute, by uzyskać czy umocnić swoją władzę nad mężczyznami sprawiają, że trudno się od powieści oderwać, jednak tym, co najdłużej pozostaje w pamięci po zakończonej lekturze, jest starcie dwóch kultur: zachodniej i chińskiej. Clavell nie faworyzuje żadnej, słowo „barbarzyńca” pada zarówno w odniesieniu do Chińczyków, jak i Europejczyków, fabułę bowiem śledzimy nie tylko z punktu widzenia zafascynowanego Chinami Struana, ale i jego chińskich wspólników, kochanki i syna. To przyjemna odmiana zarówno po książkach czy filmach ukazujących kulturalnych Europejczyków, czy białych Amerykanów, pojawiających się wśród dzikusów, jak i od dzisiejszej politycznej poprawności.

Poza samą fabułą warto zwrócić uwagę na dialogi. Zwłaszcza na rozmowę kochanki Struana, May-May z Gordonem Chenem. Rozmowy, w której nie pada ani jedno słowo o planach, które Chen przyszedł omówić z kochanką ojca. Oczywiście pisząc ten i podobne dialogi, Clavell nie każe mniej zorientowanemu w kulturze Chin czytelnikowi domyślać się, o co w rozmowie chodzi, pokazuje tylko, jak można rozmawiać szyfrem zrozumiałym tylko dla zainteresowanych. I jak bardzo tego typu rozmowa prowadzone przez Chińczyków jest odmienna od podobnej, prowadzonej przez Europejczyków czy Amerykanów.

Drugą, a właściwie pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę w dialogach, jest pojawiające się stanowczo zbyt często słowo „bynajmniej” w znaczeniu „przynajmniej”. Początkowo mogą od tego rozboleć oczy (lub uszy, w przypadku zapoznawania się z powieścią w wersji audio), z czasem przychodzi refleksja, że może to nie błąd tłumacza czy nieuwaga korektora, by w końcu po wypowiedzi jednej z bohaterek, zaczynającej się od Ja by… przynajmniej zamierzam, wiedzieć, że to zdecydowanie błędy bohaterów. Dotarłszy do cytowanego fragmentu wypowiedzi, zadałam sobie pytanie, ile razy korektor zmienił „bynajmniej” na „przynajmniej” nim zorientował się, że jednak tak, jak było napisane, powinno zostać. Choć — jeśli tłumacz nie był złośliwy — mógł tę uwagę zamieścić już przy pierwszym „bynajmniej”.

Na zakończenie warto wspomnieć o zakończeniu. Otwartym, pozostawiającym czytelnika w niepewności. Dziś już się takich zakończeń nie pisze…, chyba że w głowie już jest gotowy pomysł na drugą część. Tymczasem Clavell pisząc Tai-pana, jeśli już miał w głowie jakąś powieść, to z pewnością nie były to dalsze losy Struanów i Brocków. Kolejną bowiem powieścią pisarza był Szogun, którego fabuła rozgrywa się w Japonii, na przełomie XVI i XVII w.

James Clavell, Tai Pan (Tai-pan)
Przekład: Małgorzata Grabowska, Andrzej Grabowski
Czyta: Marek Walczak
Wydawnictwo: Aleksandria, 2022

Zostaw Komentarz